Historia o tym jak z ciemnych dni wykluwa się po czasie coś jasnego i dobrego. Sytuacja wygląda następująca. Luty 2012. Zima. Właśnie rzuciłem robotę. Wynajmujemy z kumplem mieszkanie przy Kaszowniku. Siedzę, chodzę do Tesco i rysuje nosorożce na świeżo postawionego bloga (czasy jeszcze przed fejsbukowe). Generalnie dół. Ciemno, zimno, w nocy słychać windę i czuć śmieciami ze zsypu. Kilka lat później wszystko się odmienia. Życiowo, zawodowo, mieszkaniowo. Jest dobrze. Tak dobrze, że nawet mamy czas i zajawkę, żeby razem z Girek Murzyński założyć Sto90 i wydrukować sobie nosorożca z bloku w B2 a pierwsza kopia idzie na aukcję na Domkultury_BYDGOSKIE Przedmieście i pomaga dzieciom z Bydgoskiego. I teraz jak o tym myślę, widząc drogę jaką przeszedł ten rysunek i ja razem z nim, to okazuje się, że to może wcale nie jest plakat o samotności tylko o nadziei i szczęściu, których nie widać bo się czają za rogiem przez pięć długich lat, skurczybyki.